Przejdź do głównej zawartości

Po godzinie "W" - 30 września 1944

Jak co roku przyszedł 1 sierpnia godzina 17.00, gdy wspominamy moment wybuchu Powstania Warszawskiego, w całym mieście rozlegają się syreny, staje ruch uliczny – ludzie zamierają na chwilę, tam gdzie owa chwila ich zaskoczy, lub tam gdzie z premedytacją się udali. Pod Gloria Victis, na Powązkach, przy grobach dziadków, lub rodziców a może nad Wisłą czy w samym sercu miasta na jednym ze skrzyżowań. Staje nie tylko Warszawa, syreny wyją w Grodzisku, oddają szacunek Powstańcom - wczasowicze na odległych Mazurach lub nad Bałtykiem. I dobrze, że ta chwila jest – Naród – zazwyczaj mocno podzielony, znów wydaje się na mgnienie oka jednością. To bardzo ważne, ale nie o tym, chcemy teraz pisać. Jak co roku piszemy o Powstaniu. Chcemy pokazać co było potem, po owej 17 – pamiętnego 1 sierpnia 1944 r. Tak ciągle trzeba to pisać i przypominać – niestety ciągle wiele osób nie wie co to za data, lub ile dni Powstanie trwało. Nie chce nam się w to wierzyć, ale cóż taka służba, będziemy edukować dalej – siebie i naszych miłych czytelników. Tak więc nie przedłużając zapraszamy do lektury dzisiejszego wpisu z tegorocznej wersji kalendarium Powstania Warszawskiego!


30 września 1944 r. (sobota)

Żoliborz

    O świcie niespodziewanym napadem Niemcy wyparli powstańców z domu "Zgoda". Po przygotowaniu ogniowym natarcie nieprzyjaciela ruszyło na ulice Słowackiego, Gdańską i plac Wilsona. Do godzin popołudniowych toczyła się mordercza walka o poszczególne domy na ulicach Mickiewicza i Krasińskiego, a atakujących od strony Marymontu powstrzymywały oddziały zgrupowane w płonącym domu spółdzielni "Znicz" (Mickiewicza 37) i "Szklane Domy" (Mickiewicza 34). Ostatecznie Niemcy opanowali frontowe części domów na nadwiślańskim odcinku ulicy Krasińskiego.
    Około godziny 8 rano funkcjonująca na Żoliborzu radiostacja lejtnanta Wurdela przyjęła wiadomość z dowództwa I Armii Wojska Polskiego na Pradze o przygotowanej na godziny południowe ewakuacji pontonami oddziałów powstańczych na brzeg praski. Ppłk "Żywiciel", zdecydowany na przebicie się do Wisły, rozkazał natarcie oddziałów zgrupowania "Żbik" i "Żyrafa" pod dowództwem kpt. "Sławomira", mające na celu otwarcie drogi ku przeprawie. Równocześnie wyszły rozkazy przegrupowania oddziałów, zabezpieczające odwrót i osłonę ewakuacji.
    Oddziały kpt. "Sławomira", wsparte przez artylerię i samoloty radzieckie ostrzeliwujące Niemców z broni pokładowej, dotarły do silnie obsadzonego przez nieprzyjaciela wału wiślanego. Akcja została przerwana po przekazaniu wiadomości o przesunięciu terminu przeprawy na skutek niesprzyjających warunków atmosferycznych na godzinę 19.
    Płk "Wachnowski" z por. "Ściborem" (Jerzym Kamińskim) z rozkazu gen. "Bora" od rana tego dnia prowadził z gen. von dem Bachem pertraktacje w sprawie kapitulacji Żoliborza. Po uzyskaniu zgody dowódcy Armii Krajowej na kapitulację dzielnicy i ustaleniu jej warunków z gen. Källnerem (gwarancje traktowania jeńców i ludności według prawa międzynarodowego) płk "Wachnowski" w porozumieniu z dowództwem niemieckim dociera około godziny 17 na Żoliborz, aby przekazać ppłk. "Żywicielowi" decyzję dowództwa Armii Krajowej.
    O godzinie 18 Żoliborz skapitulował. Oddziały Armii Krajowej składają broń do godziny 23, a następnie odmaszerowują pod eskortą do "Pionierparku" na Powązkach.
    Dowództwo Armii Ludowej na Żoliborzu nie przyjęło decyzji kapitulacji i nocą kilkudziesięcioosobowa grupa rozpoczęła przebicie się ku Wiśle. Pod ciężkim ogniem nieprzyjaciela dotarło do brzegu 28 osób i przy pomocy plutonu fizylierów 6 pułku piechoty, którzy oczekiwali tu na powstańców, przeprawiło się na prawy brzeg.
    W piwnicy domu przy ulicy Promyka ukrywa się dwunastoosobowa grupa żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej, która z oddziałami Armii Ludowej brała udział w walkach na Starym Mieście i Żoliborzu. Po kilku tygodniach udało się wyprowadzić ich z Warszawy i ocalić przy pomocy sanitariatu Armii Krajowej.

W tym roku, naszym niejako przewodnikiem po Stolicy w dniach Powstania, będzie książka Władysława Bartoszewskiego „Powstanie Warszawskie”, wydana w Warszawie w 2014 roku przez Świat Książki. Zamieszczony przez nas cytat, jest jedynie pewną zachętą dla czytelnika by sięgnąć dalej, do źródeł i opracowań. Nie narzucamy konkretnych pozycji, wskazując ich jako jedynie słusznego ujęcia tego zjawiska, fenomenu swojego rodzaju, który nadal jest przedmiotem badań historyków, socjologów specjalistów z zakresu wojskowości czy nauk politycznych. Warto zarówno zajrzeć do źródeł, dokumentów i relacji uczestników oraz świadków wydarzeń, jak i zapoznać się z opracowaniami naukowymi lub popularnonaukowymi. Jak zwykle naszym celem jest zachęcenie do poznania historii Warszawy, nie tylko przez poszerzanie wiedzy na jej temat, ale także do odwiedzenia miejsc z nią związanych. Tak więc do zobaczenia na stołecznych brukach podczas spacerów śladami bohaterów z przełomu lata i jesieni 1944 r!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Złoto-Czerwone

Tym razem post będzie nietypowy, bo w zasadzie tylko informacyjny. Każdy bowiem z naszych czytelników chyba wie, a przynajmniej taką mamy nadzieję, jakie są oficjalne barwy i flaga Warszawy. Można je zobaczyć nie tylko na środkach komunikacji miejskiej, ale również w herbie. Flaga składa się z dwóch poziomych pasów o równej szerokości. Zgodnie ze Statutem miasta "Barwami Miasta są kolory żółty i czerwony ułożone w dwóch poziomych, równoległych pasach tej samej szerokości, z których górny jest koloru żółtego a dolny koloru czerwonego".  W wielu źródłach zaś kolor żółty jest zwany kolorem złotym. Decyzja ta wprowadzona została w życie jeszcze w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Bezpośrednio po wojnie jednak nie powrócono do niej. Stało się to dopiero na mocy Uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy nr 18 z dnia 15 sierpnia 1990 r. w sprawie "przywrócenia tradycji przedwojennej w zakresie herbu, barw miejskich, pieczęci...".  Wielu z naszych czytelników ch

Pan Wołodyjowski na Bielanach

Każdy kto czytał "Pana Wołodyjowskiego" Henryka Sienkiewicza lub chociaż widział ekranizację Jerzego Hoffmana, powinien bez trudu rozpoznać kim jest postać w białym habicie. To pułkownik Jerzy Michał Wołodyjowski, który z inicjatywy miejscowego proboszcza, ks. Wojciecha Drozdowicza, na początku 2008 roku zagościł na wieży kościoła pokamedulskiego na Bielanach. Blisko dwumetrowa postań ma twarz Tadeusza Łomnickiego, a jej autorem jest Robert Czerwiński. Pojawieniu się Małego Rycerza towarzyszyło skomponowanie przez Michała Lorenca hejnału "Memento mori", który rozbrzmiewa z wieży kościelnej. Sam kościół, początkowo drewniany, wraz z budynkami klasztornymi wzniesiony został dla zakonu kamedułów, sprowadzonych z bielan krakowskich, w XVII wieku. Jego fundatorami byli królowie Władysław IV i Jan Kazimierz. W latach 1669-1710, w stylu późnobarokowym, zbudowany został kościół murowany oraz założenia klasztorne wraz z 13 eremami. Wnętrza kościoła zdobi stiukowa

Kim jest Hajota?

Spacerując ulicami często patrzymy na ich nazwy. Gdy noszą one czyjeś nazwisko to w większości wypadków wiemy, lub przynajmniej coś nam się kojarzy, kim ta osoba była, czym sobie na taki zaszczyt zasłużyłam. Zdarza się jednak inaczej, część patronów jest bardzo tajemnicza. O takim właśnie tajemniczym patronie chcemy Wam dziś opowiedzieć. Wśród wielu cichych uliczek na Starych Bielanach znajduje się jedna, która szczególnie nas dziś interesuje - Ulica Hajoty.  Jak podaje Jarosław Zieliński w swojej książce Bielany : przewodnik historyczno-sentymentalny ulica ta istnieje od 1928 roku. Informacja ta znajduje swoje potwierdzenie w książce Jana Kasprzyckiego Korzenie miasta. T. 5 , w którym możemy przeczytać bardzo interesujący fragment.  Właścicielami krasnoludkowych domków byli przeważnie ludzie niezamożni, ale prości i życzliwi, którzy w swych ogródkach chętnie widzieli małych miłośników przyrody. Pozwalali patrzeć z bliska na grządki kwietne i warzywne, na harcujące na s