Przejdź do głównej zawartości

Warszawskie ulice w ogniu walki - 28 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Mickiewicza (Invalidenstrasse) 37
Zachowany do dziś blok Związku Nauczycielstwa Polskiego "Znicz" przy Mickiewicza stanowić miał twierdzę planowanego Zgrupowania "Żbik". Po drugiej stronie ulicy wznosił się słynny Szklany Dom - najnowocześniejszy gmach przedwojennego Żoliborza. Jednym z walczących tu żołnierzy "Żbika" był Janusz Tyman "Dżigan" z 233. plutonu.
- Linia frontu przebiegała w pobliżu. Trzymaliśmy Żoliborz, z kolei Niemcy - pobliski Marymont i północno-wschodni skraj ulicy Mickiewicza. Od Wisły podjeżdżały w naszą stronę pojazdy pancerne. Trwała wymiana ognia - opowiada "Dżigan".
Budynek "Znicza" miał trzy klatki schodowe. Każda z nich obsadzona była przez chłopców z 233. plutonu.
- W kuchniach były drewniane szafki na prowiant. Miały wyprowadzoną na zewnątrz budynku kratkę wentylacyjną. Wpadłem na pomysł, by wyrwać kratkę i tym sposobem miałem znakomite stanowisko strzeleckie - zdradza "Dżigan". - Inni koledzy osłaniali się meblami lub grubymi materacami. Nie wiedzieli, że pocisk wbijał się w materac jak w masło - mówi.
Janusz Tyman miał początkowo stanowisko przy trzeciej klatce schodowej, wysuniętej najdalej w stronę niemieckich pozycji. Potem został przeniesiony na klatkę pierwszą. Był tu aż do 28 września. Tego dnia został trafiony pociskiem ekrazytowym. 
- Strzał padł od strony placu Wilsona, gdzie były nasze pozycje. Myślę, że mógł to być "gołębiarz", czyli zamaskowany strzelec wyborowy. Pocisk trafił mnie pod pachę. Dwa centymetry w bok i miałbym postrzał w serce - relacjonuje.
Potwornie krwawił, ale prawie nie odczuwał bólu. Zszedł do punktu sanitarnego w piwnicy, gdzie założono mu opatrunek. Dopiero po jakimś czasie zaczęło go boleć.
- Pierwszą noc przeleżałem w piwnicy. Później przeniosłem się do willi na Żoliborzu Dziennikarskim. Nocą z 29 na 30 września mieliśmy przedostać się na drugą stronę Wisły. Szliśmy w kierunku wału, gdy koledzy uznali, że nie będę w stanie biec. Ukryli mnie w jakimś domku - dodaje.
Po kapitulacji Powstania trafił do kolumny rannych. Szli ulicą Krasińskiego w kierunku Powązek. Na Okopowej czekały na rannych niemieckie samochody.
- Nie miałem siły wdrapać się do ciężarówki. Poczułem, że ktoś z tyłu mi pomaga. Odwróciłem się i zamarłem. Było to dwóch żołnierzy niemieckich - równie młodych, jak ja - zdumiewa się "Dżigan".
Janusz Tyman z obozu w Pruszkowie został przewieziony do szpitala w Tworkach, gdzie umieszczano rannych Powstańców. Leżał tam aż rok.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Złoto-Czerwone

Tym razem post będzie nietypowy, bo w zasadzie tylko informacyjny. Każdy bowiem z naszych czytelników chyba wie, a przynajmniej taką mamy nadzieję, jakie są oficjalne barwy i flaga Warszawy. Można je zobaczyć nie tylko na środkach komunikacji miejskiej, ale również w herbie. Flaga składa się z dwóch poziomych pasów o równej szerokości. Zgodnie ze Statutem miasta "Barwami Miasta są kolory żółty i czerwony ułożone w dwóch poziomych, równoległych pasach tej samej szerokości, z których górny jest koloru żółtego a dolny koloru czerwonego".  W wielu źródłach zaś kolor żółty jest zwany kolorem złotym. Decyzja ta wprowadzona została w życie jeszcze w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Bezpośrednio po wojnie jednak nie powrócono do niej. Stało się to dopiero na mocy Uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy nr 18 z dnia 15 sierpnia 1990 r. w sprawie "przywrócenia tradycji przedwojennej w zakresie herbu, barw miejskich, pieczęci...".  Wielu z naszych czytelników ch

Pan Wołodyjowski na Bielanach

Każdy kto czytał "Pana Wołodyjowskiego" Henryka Sienkiewicza lub chociaż widział ekranizację Jerzego Hoffmana, powinien bez trudu rozpoznać kim jest postać w białym habicie. To pułkownik Jerzy Michał Wołodyjowski, który z inicjatywy miejscowego proboszcza, ks. Wojciecha Drozdowicza, na początku 2008 roku zagościł na wieży kościoła pokamedulskiego na Bielanach. Blisko dwumetrowa postań ma twarz Tadeusza Łomnickiego, a jej autorem jest Robert Czerwiński. Pojawieniu się Małego Rycerza towarzyszyło skomponowanie przez Michała Lorenca hejnału "Memento mori", który rozbrzmiewa z wieży kościelnej. Sam kościół, początkowo drewniany, wraz z budynkami klasztornymi wzniesiony został dla zakonu kamedułów, sprowadzonych z bielan krakowskich, w XVII wieku. Jego fundatorami byli królowie Władysław IV i Jan Kazimierz. W latach 1669-1710, w stylu późnobarokowym, zbudowany został kościół murowany oraz założenia klasztorne wraz z 13 eremami. Wnętrza kościoła zdobi stiukowa

Kim jest Hajota?

Spacerując ulicami często patrzymy na ich nazwy. Gdy noszą one czyjeś nazwisko to w większości wypadków wiemy, lub przynajmniej coś nam się kojarzy, kim ta osoba była, czym sobie na taki zaszczyt zasłużyłam. Zdarza się jednak inaczej, część patronów jest bardzo tajemnicza. O takim właśnie tajemniczym patronie chcemy Wam dziś opowiedzieć. Wśród wielu cichych uliczek na Starych Bielanach znajduje się jedna, która szczególnie nas dziś interesuje - Ulica Hajoty.  Jak podaje Jarosław Zieliński w swojej książce Bielany : przewodnik historyczno-sentymentalny ulica ta istnieje od 1928 roku. Informacja ta znajduje swoje potwierdzenie w książce Jana Kasprzyckiego Korzenie miasta. T. 5 , w którym możemy przeczytać bardzo interesujący fragment.  Właścicielami krasnoludkowych domków byli przeważnie ludzie niezamożni, ale prości i życzliwi, którzy w swych ogródkach chętnie widzieli małych miłośników przyrody. Pozwalali patrzeć z bliska na grządki kwietne i warzywne, na harcujące na s