Przejdź do głównej zawartości

Premiera "Sanatora"


Dziś chcemy podzielić się z Wami wrażeniami z wydarzenia które miało miejsce w końcówce marca. Chodzi Nam mianowicie o spotkanie promocyjne z książką Sanator oraz jej autorem Grzegorzem Piątkiem. Zważywszy na wybrany dzień, to odbyło się ono trochę nietypowo - bo dokładnie w środku tygodnia pracy. Chcąc być w pełni precyzyjnym dodajmy, że działo się to w ostatnią środę ubiegłego miesiąca. Gościny autorowi i jego współrozmówcom udzieliło Muzeum Narodowe w Warszawie. Trzeba tu powiedzieć, że zarówno miejsce, jak i termin nie były absolutnie przypadkowe. Wybrany na spotkanie gmach to bowiem sztandarowy przykład inwestycji zrealizowanej za czasów prezydentury głównego bohatera przedstawianej książki, czyli Stefana Starzyńskiego. Zresztą przez Niego samego otworzony w sposób uroczysty właściwie prawie równo 80 lat wcześniej.



Wydawać by się mogło, że na miejsce spotkania wybrano przestrzeń o wiele za dużą jak na tego typu imprezę, na dodatek zorganizowaną w środku tygodnia. Jednak już przed rozpoczęciem spotkania zabrakło krzeseł dla wszystkich którzy dotarli na to wydarzenie. I to pomimo faktu, iż organizatorzy stale dowozili nowe partie siedzisk. O jakim miejscu mowa? Stali bywalcy Muzeum Narodowego pewnie z łatwością się domyślili, że chodzi o olbrzymią powierzchnię głównej klatki schodowej prowadzącej do większości galerii. Tłum był na tyle duży, że zarówno zajmował przestrzeń samych schodów, jak i tłoczył się u samego wejścia w głównym holu. Sytuacja ta mogła by dziwić, wszak nie było to spotkanie z żadnym autorem zagranicznych bestsellerów, ani też z gwiazdą z pierwszych stron kolorowych gazet wydającą autobiografię. Jednak sądzimy, że tym co przyciągnęło, takie rzesze ciekawych czytelników był sam bohater, czyli Stefan Starzyński. Mimo upływu kolejnych dekad, nieodmiennie pozostający wciąż punktem odniesienia dla rozmów o modelu prezydentury stolicy i sprawowania urzędów publicznych. Zresztą w trakcie dyskusji zostały też wspomniane i inne znaczące osobistości Stolicy tego okresu jak chociażby pierwszy dyrektor Muzeum Narodowego Stanisław Lorentz, ale też i wiceprezydenci Warszawy jak Julian Kulski czy Jan Pohoski.

Dlaczego chwilę wcześniej wspomnieliśmy o czytelnikach? Albowiem stoisko z publikacją autora od pierwszych chwil jego rozstawienia w holu było szturmowane przez kupujących, tak że kilkukrotnie trzeba było dowozić kolejne egzemplarze. Praktycznie każdy kto miał tylko takie życzenie mógł zaopatrzyć się w publikację, celem późniejszego zdobycia autografu autora. O tym, że tak było może najlepiej zaświadczyć długość kolejki jaka się ustawiła w tym celu już po zakończeniu spotkania. 




Niewątpliwie też swojego rodzaju magnesem mogła być formuła spotkania, w której zrezygnowano ze spotkania z samym tylko autorem. W zamian za to zaproponowano dyskusję z jego udziałem oraz zaproszonych do wymiany zdań Piotra Kiborta z Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Adama Leszczyńśkiego z Gazety Wyborczej. Tu wypada zauważyć, iż zawsze jest to dylemat organizatora i uczestnika zarazem, czy lepsze jest tradycyjne spotkanie tylko z pisarzem, czy może jednak lepszy będzie właśnie tego typu panel dyskusyjny. Jednak trochę można poczuć niedosyt braku konsekwencji, bo skoro już iść w stronę rozwiązań tego typu, to być może warto by było powiększyć grono dyskutantów, o kolejne dwie osoby, dla poszerzenia spektrum poglądów i jeszcze większego ożywienia dyskusji ku uciesze licznie zgromadzonej publiki. Ta rzecz jasna nie zawiodła i trzeba przyznać, że po otworzeniu pola dla zadawania pytań z sali padło ich całkiem sporo. Widać toczące się wcześniej kuluarowe dyskusje w podgrupach wcale nie wyczerpały tematu, a i miały swoje kontynuacje także po zakończeniu oficjalnej części spotkania. 

Co do potencjalnych dwóch kolejnych dyskutantów to bez trudu można byłoby znaleźć ich nawet pośród uczestników spotkania. Chociażby Jarosława Trybusia - autora wydanej już jakiś czas temu Warszawy Niezaistniałej. Świetnie wpisywałoby się w przyjęty format rozmów o relacjach pomiędzy miejscem spotkania, bohaterem książki, a Warszawą z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Podobnie można było niezawodnie liczyć na głos Marii Sołtys z SARP-u, który co prawda pojawił się wśród pytań z sali, ale z powodzeniem można by jego autorkę włączyć do grona panelistów. A przecież w Stolicy współcześnie nie można narzekać na brak także i innych, świetnie merytorycznie przygotowanych dyskutantów do rozmowy nie tylko o samej postaci Starzyńskiego, ale i o Warszawie z tego okresu. 





Powyższe uwagi to bynajmniej nie jest z naszej strony przytyk do organizatorów, którzy w naszej opinii, jak zwykle zresztą - stanęli na wysokości zadania. Ma to być zachęta do podnoszenia poprzeczki jeszcze wyżej podczas organizacji kolejnych spotkań tego typu. Warto bowiem zaznaczyć, że jest to pierwsze wydarzenie wpisujące się niejako w świętowanie rocznicy otwarcia Muzeum Narodowego. Tu też trzeba powiedzieć, iż zdecydowanie jest to placówka wybijająca się na tle pozostałych pod względem otwartości i dostępności oferty nie tylko stricte muzealnej ale i edukacyjnej. Nawiązując do tytułu jednej z wystaw organizowanych przez prezydenta Starzyńskiego, należało by rzec, że mamy do czynienia z Muzeum Przyszłości jeśli chodzi o podejście do zwiedzających i gości placówki. Jednak to temat na zupełni inny wpis.

Wracając do samego spotkania, dyskusja była ciekawa, a i sama książka również zapowiada się interesująco, choć przyjdzie zapewne czas na jej omówienie w osobnym wpisie. Wracając do wątku o kolejnych spotkaniach, wypada wspomnieć przede wszystkim o przygotowywanej wystawie "Marzenie i rzeczywistość" jaka będzie eksponowana w MNW od 12 maja do 31 lipca bieżącego roku. Temu wydarzeniu będzie towarzyszył wykład autora Sanatora czyli właśnie Grzegorza Piątka planowany na 9 czerwca. Tym razem wystąpienie to ma być poświęcone trzem słynnym wystawom dotyczącym Stolicy, a zorganizowanym pod auspicjami Stefana Starzyńskiego. Mowa tu o "Dawnej Warszawie", "Warszawie Przyszłości" i "Warszawie: wczoraj, dziś i jutro".

Jak widać wiosna i lato zapowiada się ciekawie. Gdybyście w czasie spacerów brukami Stolicy w czasie, mamy nadzieję, zbliżających się coraz cieplejszych dni, chcieli zażyć trochę chłodu - to zachęcamy do skierowania swych kroków właśnie do Muzeum Narodowego. Na jedno z licznych spotkań edukacyjnych lub choćby dla zwykłej chęci poobcowania przez chwilę z dziełami sztuki z najwyższej półki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Złoto-Czerwone

Tym razem post będzie nietypowy, bo w zasadzie tylko informacyjny. Każdy bowiem z naszych czytelników chyba wie, a przynajmniej taką mamy nadzieję, jakie są oficjalne barwy i flaga Warszawy. Można je zobaczyć nie tylko na środkach komunikacji miejskiej, ale również w herbie. Flaga składa się z dwóch poziomych pasów o równej szerokości. Zgodnie ze Statutem miasta "Barwami Miasta są kolory żółty i czerwony ułożone w dwóch poziomych, równoległych pasach tej samej szerokości, z których górny jest koloru żółtego a dolny koloru czerwonego".  W wielu źródłach zaś kolor żółty jest zwany kolorem złotym. Decyzja ta wprowadzona została w życie jeszcze w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Bezpośrednio po wojnie jednak nie powrócono do niej. Stało się to dopiero na mocy Uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy nr 18 z dnia 15 sierpnia 1990 r. w sprawie "przywrócenia tradycji przedwojennej w zakresie herbu, barw miejskich, pieczęci...".  Wielu z naszych czytelników ch

Pan Wołodyjowski na Bielanach

Każdy kto czytał "Pana Wołodyjowskiego" Henryka Sienkiewicza lub chociaż widział ekranizację Jerzego Hoffmana, powinien bez trudu rozpoznać kim jest postać w białym habicie. To pułkownik Jerzy Michał Wołodyjowski, który z inicjatywy miejscowego proboszcza, ks. Wojciecha Drozdowicza, na początku 2008 roku zagościł na wieży kościoła pokamedulskiego na Bielanach. Blisko dwumetrowa postań ma twarz Tadeusza Łomnickiego, a jej autorem jest Robert Czerwiński. Pojawieniu się Małego Rycerza towarzyszyło skomponowanie przez Michała Lorenca hejnału "Memento mori", który rozbrzmiewa z wieży kościelnej. Sam kościół, początkowo drewniany, wraz z budynkami klasztornymi wzniesiony został dla zakonu kamedułów, sprowadzonych z bielan krakowskich, w XVII wieku. Jego fundatorami byli królowie Władysław IV i Jan Kazimierz. W latach 1669-1710, w stylu późnobarokowym, zbudowany został kościół murowany oraz założenia klasztorne wraz z 13 eremami. Wnętrza kościoła zdobi stiukowa

Kim jest Hajota?

Spacerując ulicami często patrzymy na ich nazwy. Gdy noszą one czyjeś nazwisko to w większości wypadków wiemy, lub przynajmniej coś nam się kojarzy, kim ta osoba była, czym sobie na taki zaszczyt zasłużyłam. Zdarza się jednak inaczej, część patronów jest bardzo tajemnicza. O takim właśnie tajemniczym patronie chcemy Wam dziś opowiedzieć. Wśród wielu cichych uliczek na Starych Bielanach znajduje się jedna, która szczególnie nas dziś interesuje - Ulica Hajoty.  Jak podaje Jarosław Zieliński w swojej książce Bielany : przewodnik historyczno-sentymentalny ulica ta istnieje od 1928 roku. Informacja ta znajduje swoje potwierdzenie w książce Jana Kasprzyckiego Korzenie miasta. T. 5 , w którym możemy przeczytać bardzo interesujący fragment.  Właścicielami krasnoludkowych domków byli przeważnie ludzie niezamożni, ale prości i życzliwi, którzy w swych ogródkach chętnie widzieli małych miłośników przyrody. Pozwalali patrzeć z bliska na grządki kwietne i warzywne, na harcujące na s